Umrzeć z klasą
ZUS dorzuca, żebyśmy mogli umrzeć z klasą
Od 1 stycznia 2026 roku ZUS oficjalnie przyznał: 4 tysiące złotych na godne pożegnanie to nieco zbyt mało. W tej cenie co najwyżej trumna z tektury, skromny wieniec i krówka mordoklejka. A i to pod warunkiem, że zmarły nie życzył sobie oprawy muzycznej. Dlatego zasiłek pogrzebowy został podniesiony do 7000 zł – pierwszy raz od 2011 roku. Inflacja zjadła wszystko oprócz nieboszczyka.
W pakiecie pojawiła się też waloryzacja, ale z haczykiem: inflacja musi przekroczyć 5% rocznie. Czyli musi być naprawdę źle, żeby można było lepiej umrzeć.
Zasiłek luksusowy? Jest i taki. Dla tych, co chcą umrzeć jak prezes
Nowością jest też zasiłek celowy z pomocy społecznej, dla osób, które organizują pogrzeb w trybie premium. Mowa o kremacji, orkiestrze, marmurowym nagrobku i zdjęciu większym niż portret papieża w pokoju babci. W skrócie: jeśli Twój nieboszczyk przekroczył limit 7 tysięcy, a Ty masz na to fakturę – państwo może się dorzucić.
Skąd się to wzięło i kto komu to wcisnął
Trzeba uczciwie powiedzieć: ZUS sam z siebie nie wpadł na pomysł, że tanie umieranie to wstyd. To przekraczałoby jego zdolności analityczne.
Problem został zauważony gdzieś między aktem zgonu a analizą kosztów przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, które w 2024 roku uznało, że „coś tu śmierdzi” (i nie chodziło o zapach).
ZUS podszeptał temat ministerstwu, a tam – pełna zgoda. Tyle że wtrącił się minister finansów Andrzej Domański, który miał inny pogląd: „Tanio, krótko i bez fanaberii”. Argumentował, że w czasach deficytu nawet umieranie powinno być oszczędne.
Na to resort polityki społecznej wyciągnął kalkulator i odparł: „Ale panie ministrze, 4 tysiące to jakieś 40% kosztów przeciętnego pogrzebu. To wystarcza na pół pochówku. Albo bez trumny (no chyba, że kremacja)”.
Przepychanki trwały aż do wiosny 2025
Polityczne przepychanki trwały długo – jak kondukt żałobny pod górkę i pod wiatr. W końcu jednak sprawa dotarła do parlamentu, który – ku ogólnemu zaskoczeniu – przyjął ustawę w maju 2025 roku.
Jeszcze większym zaskoczeniem okazał się fakt, że Andrzej Duda ją podpisał. W przeciwieństwie do obecnego prezydenta, który zapewne by ją zawetował, i to jeszcze zanim zdążyłby przeczytać tytuł.
Duda miał odwrotną metodę działania: podpisywał wszystko, co mu podsunęli. Nawrocki natomiast wetuje wszystko, co powinien podpisać. Ot, dwa modele prezydentury: jeden automatyczny, drugi odwrotnie zaprogramowany.
Podsumujmy: od 2026 r. umiera się nieco wygodniej
- Zasiłek 7 000 zł
- Możliwość waloryzacji
- Dodatkowe wsparcie, gdy zgon był z przytupem
- Mniej papierów – ZUS nie będzie już wydawał decyzji w każdej sprawie (halleluja)
Także nie lękajcie się umierać. ZUS wam wybaczy.
Nie musicie mieć wyrzutów sumienia, że swoim zejściem narazicie ZUS na jakieś szczególne koszty. Wręcz przeciwnie – każdy miesiąc waszego życia kosztuje system więcej niż jednorazowe walnięcie w kalendarz.
To smutne, ale rachunek jest prosty: żyjesz – ZUS płacze. Umierasz – ZUS oddycha z ulgą (i wypłaca siedem tysięcy jednorazowo zamiast kilku tysięcy co miesiąc przez kolejne dziesięć lat).
Bądźcie więc obywatelami odpowiedzialnymi. System jest na deficycie. W przyszłym roku brakuje mu jakieś 90 miliardów złotych, a to – jak mawiał klasyk – nie w kij dmuchał, tylko w całą sekcję dęciaków z orkiestry pogrzebowej.
Poprzednia publikacja
Emerytury - cud, mit czy kit?
Następna publikacja