Wrzątek, omdlenie, ZUS
Czarodziejka od herbatki
Alicja Herbaczyńska, zwana przez podopiecznych „Czarodziejką od herbatki”, wiedziała jedno: życie nie jest bajką, ale można je osłodzić filiżanką dobrze zaparzonego naparu. Pracowała w świetlicy środowiskowej, gdzie opiekowała się seniorami, słuchając codziennych opowieści o dawnych czasach, kiedy chleb kosztował grosze, a sąsiad pożyczał cukier, nie oczekując w zamian zapisu w testamencie.
Herbata dla seniorów skończyła się dramatem
Tamtego pamiętnego dnia Alicja, jak zawsze, przygotowywała herbatę dla seniorów. Chwila nieuwagi, delikatne pęknięcie szkła i nagle gorąca fala wrzątku spływała po jej nogach. Krzyknęła, przewróciła dzbanek, a wrzątek postanowił na własną rękę eksplorować dalsze zakamarki jej spodni. Widok był dramatyczny. Jedna z koleżanek natychmiast przybiegła z zimnym okładem i środkiem przeciwbólowym, podczas gdy seniorzy, zamiast panikować, zaczęli opowiadać historie o tym, jak to kiedyś poparzenia leczyło się liściem kapusty i modlitwą do św. Floriana.
Alicja trafiła na izbę przyjęć, gdzie, zgodnie z tradycją polskiej służby zdrowia, została zmuszona do kilku godzin kontemplacji swojego bólu na szpitalnym korytarzu. W końcu zasłabła – co nie było niczym niezwykłym, biorąc pod uwagę intensywność bólu i brak zainteresowania personelu jej osobą. Lekarz, przyzwyczajony do traktowania pacjentów jak numerków w systemie, odnotował w dokumentacji: „poparzenie w wyniku omdlenia”.
.
Nie płacimy za omdlenia, proszę się trzymać na nogach następnym razem!
Alicja, której nogi wyglądały jak pole bitwy o Termopile, wróciła do pracy, choć z bólem i ograniczoną mobilnością. Na szczęście, zgodnie z prawem, należał jej się zasiłek chorobowy z tytułu wypadku przy pracy. A przynajmniej tak jej się wydawało. ZUS miał inne plany.
„Nie możemy przyznać świadczenia” – oznajmił urzędnik, którego entuzjazm dorównywał poziomowi motywacji ziemniaka leżącego w piwnicy. „W dokumentacji medycznej widnieje, że omdlała pani PRZED poparzeniem, a nie po nim. To nie był wypadek przy pracy, to był wypadek przy omdleniu. A za omdlenia nie płacimy.”
Alicja nie była zdziwiona. Każdy, kto miał do czynienia z ZUS-em, wiedział, że gdyby ktoś stracił nogę pod ciężarówką dostawczą, a lekarz w dokumentacji napisałby „utrata kończyny w wyniku silnego podmuchu wiatru”, to ZUS odmówiłby wypłaty odszkodowania, argumentując, że należy się to meteorologom, a nie poszkodowanemu.
Ale Alicja nie zamierzała się poddać. Złożyła odwołanie i sprawa trafiła do sądu. Tam, ku zdumieniu wszystkich, pojawiło się coś niespotykanego – zdrowy rozsądek.
Alicja poparzona, ZUS ugotowany
Sąd Rejonowy w Kielcach spojrzał na dokumentację i stwierdził, że rzeczywistość, w której dzbanek pęka, powodując omdlenie pracownika PRZED faktem, to raczej temat na film science fiction, a nie na rzetelne ustalenia powypadkowe. W uzasadnieniu sąd jasno określił, że błąd w dokumentacji nie może pozbawić Alicji należnych świadczeń. ZUS, jak zawsze w takich przypadkach, przyjął wyrok z miną męczennika, któremu właśnie kazano zapłacić za własną kawę w biurowej kantynie.
Alicja wygrała. I choć jej nogi nadal nosiły ślady feralnego dnia, miała przynajmniej satysfakcję, że tym razem zdrowy rozsądek wygrał z biurokracją.
Morał tej historii? Jeśli wypadek przy pracy się zdarzy – uważaj na lekarzy. Bo o ile z ranami sobie poradzisz, to z błędami w dokumentacji możesz walczyć latami.
Historia dotyczy: Wyroku Rejonowego w Kielcach z 24 kwietnia 2024 r., sygn. akt IV U 25/24, (nieprawomocny)
Imię i nazwisko kobiety zmienione. Nazwa ZUS jest prawdziwa.
Poprzednia publikacja
Wielki Przekręt Alicji Z.
Następna publikacja